Opera Śląska w Bytomiu:
„Madame Butterfly”
- japoński wachlarz tragicznej historii

Magdalena Nowacka-Goik

„ ...Niekwestionowaną gwiazdą jest jednak zdecydowanie tytułowa bohaterka. Anna Wiśniewska-Schoppa wydaje się być stworzona do tej roli. Przede wszystkim jej sopran, radośnie rozśpiewany w scenie ślubu, przepięknie rozwija się i zmienia w kolejnych aktach. Jest w nim beztroska, wiara, nadzieja i końcowa determinacja, kiedy bohaterka decyduje się na harakiri. Tu trzeba podkreślić, że ten spektakl wymaga od artystów wyjątkowego wysiłku - nie ma zmian w dekoracji, które oderwałyby uwagę widza i pozwoliły na dyskretne „złapanie oddechu”. Pełna koncentracja. Zwłaszcza w przypadku głównej bohaterki.

Trudno wybrać najlepsze sceny z jej udziałem. Bo jest ich sporo. Na pewno aria w scenie rozstania z synem (Beniamin Gnida), ale też ta, w której Butterfly wystawia swoje credo; niezłomną wiarę, że jej ukochany powróci. Dojrzałość artystki robi wrażenie. Bo to nie tylko wspaniały głos, ale niewątpliwe zdolności aktorskie. Jej Motyl, to kobieta bardzo japońska i chociaż wydaje się naiwna w swoim pojmowaniu świata, wzbudza szacunek swoją cierpliwością, odwagą i poświęceniem. Jest też jednocześnie pełna wdzięku i spokojnej elegancji. Wiara Butterfly jest niezłomna, ale kobieta instynktownie, już na początku, przeczuwa, że może być wykorzystana. Kiedy Pinkerton (Maciej Komandera) zachwyca się jej imieniem, ona zaniepokojona śpiewa, że słyszała, iż w jego kraju motyle są przebijane szpilką...przeczucie? Ukochany uspokaja ją, że to jedynie forma zatrzymania tych ulotnych stworzeń, tak jak on zatrzymuje ją w ramionach. ...”

 

„Eugeniusz Oniegin”
w Teatrze Wielkim w Łodzi

Jacek Marczyński

„ ...Ten finał nie sprzeciwia się „Eugeniuszowi Onieginowi” . Emocje zostały spotęgowane przez orkiestrę, która zresztą przez wszystkie akty znakomicie buduje klimat. Dyrygent Wojciech Rodek bardzo wnikliwie odczytał partyturę. Z obsady, którą oglądałem, przekonujące, autentyczne postaci stworzyli Rafał Songan (Oniegin) i Anna Wiśniewska-Schoppa (Tatiana).”

Ognista Japonia
Giacomo Puccini „Madame Butterfly”,
Teatr Wielki w Łodzi
reż. Janina Niesobska,

Dorota Szwarcman

„ ...Obraz jest konsekwentnie budowany z prostych, a wyrafinowanych (iście po japońsku) elementów, kostiumów o symbolicznych barwach (w przypadku Butterfly i jej otoczenia często ognistych) oraz ruchu scenicznego, innego w przypadku każdej z postaci.

 

Najbardziej uderza rola tytułowa: Butterfly jest pieszczotliwa, giętka jak trzcina, płynna w ruchach, a w tym wszystkim jest jakaś uniżoność, poddanie, najpierw ukochanemu, później losowi. Wiele więc pracy musiała włożyć w przygotowania Anna Wiśniewska-Schoppe, bo jest w tej roli znakomita.  ...”

 

„Moc przeznaczenia” Verdiego
w Operze Śląskiej

Jacek Marczyński

„Moc przeznaczenia” z tak skomplikowaną intrygą stosunkowo rzadko zatem pojawia się na scenach świata, w Polsce - raz na kilkadziesiąt lat. I tylko muzyczny geniusz Verdiego sprawił, że dramaturgicznie rozwleczona „Moc przeznaczenia”  momentami bywa porywająca.

 

Bytomski spektakl nie nuży, a to już jest zasługą reżysera Tomasza Koniny, który zrobił spójną opowieść. Skoro akcja przenosi się z miejsca na miejsce, więc chór żołnierzy na oczach widzów przebiera się na przykład w cywilne łachy i staje się tłumem biedaków błagających o posiłek przed bramą klasztoru. Takie działania wynikają ze ograniczonych możliwości Opery Śląskiej, ale przede wszystkim jest w nich logika reżyserskiej koncepcji.

Spektakl ma więcej atutów. Orkiestra prowadzona przez Jakuba Kontza bogatą w odcienie interpretacją współtworzy dramaturgię zdarzeń. Mocno zaznacza obecność na drugim planie Grzegorz Szostak w podwójnej roli starego Calatravy i zakonnika Gwardiana. Przejmującą liryczno-dramatyczną Leonorą jest Anna Wiśniewska-Schoppa. ”

Barwny japoński motyl

Dorota Szwarcman

„Nowa łódzka Madame Butterfly jest jednym z tych spektakli, w których wszystko jest w całkowitej równowadze: i piękna wizja plastyczna, i przemyślany ruch sceniczny, i przede wszystkim wspaniałe muzykowanie. Wielkie brawa dostali zarówno realizatorzy, jak śpiewacy, a orkiestra z entuzjazmem (i słusznie!) potupała Tadeuszowi Kozłowskiemu zaraz po zakończeniu ostatnich taktów. (...)

Głosowo – było parę niespodzianek. Przede wszystkim rola tytułowa, w której wystąpiła młoda śpiewaczka po szkole warszawskiej, Anna Wiśniewska-Schoppa. Nie słyszałam jeszcze o tej solistce, a okazała się naprawdę świetna i zaangażowana, także aktorsko. Paweł Skałuba z Opery Bałtyckiej był mi już znany jako niezły tenor, ale nowością jest młody Dominik Sutowicz w roli Goro, który po wakacjach ma również wykonywać rolę Pinkertona – te kilka dźwięków, które usłyszeliśmy, każą sądzić, że sobie świetnie poradzi. Miłą niespodzianką był powrót na tę scenę po przerwie Rafała Songana w roli Sharplessa – artysta jest w znakomitej formie, a wszyscy ogromnie się ucieszyli widząc go tu znów.

 

Banalna, zgrana do cna Butterfly – a jednak w dobrym wykonaniu wciąż potrafi wzruszyć.”

© 2018  Wszystkie prawa zastrzeżone